Jest gdzieś, w niezbadanym wciąż fragmencie ziemi, puszcza w której wszystko może się zdarzyć. Istnieje tu magia i żyją zwierzęta których nikt nawet nie podejrzewał o bycie prawdziwymi. To właśnie przez tę puszczę wędrował właśnie czarnoskóry elf. Jego ogolona na łyso głowa oraz garbaty nos nie pozwalały pomylić go z nikim innym. Przy pasie przytroczone miał dwa jednoręczne toporki ale szedł nieuzbrojony. Jego
piwafwi już dawno temu wystrzępiło się i straciło swój blask lecz w oczach wciąż ma ten sam radosny blask. W pewnym momencie doszedł do niewielkiej polanki na środku której stała śliczna drewniana chatka. Wyglądała na zupełnie nową choć pustą. Drow znał ją aż za dobrze. Traktował ją jako swoje miejsce na ziemi. Podszedł bliżej. Na drzwiach wisiała kartka.
Cytat:Witajcie z powrotem w domu!
-Dziadek Aszu
Po naciśnięciu klamki drzwi lekko zaskrzypiały. Wnętrze było niemalże puste. Znajdował się tu jedynie kominek oraz fotel Dziadka Aszu.
Znów trzeba to miejsce urządzić. Ale najpierw chwila odpoczynku
Powiedział sam do siebie po czym wszedł, pomyślał o fotelu dla siebie a gdy ten się pojawił usiadł w nim wygodnie i zasnął.
Mała Olciak zmaterializowała się tuż przed drzwiami chatki. Wyglądała nieco inaczej. Błyszczące oczy, na nadgarstku związane ze sobą 3 rzemyczki, parę bransoletek, wisząca na szyi kostka. Na plecy zarzuconą miała gitarę, a z boku dyndała jej cicho pobrzękując torba. Na nogach miała wysłużone glany, poza tym ubrana była w płócienne spodnie khaki i czarny podkoszulek.
Nacisnęła klamkę i weszła. Zauważyła Narkusa i uśmiechnęła się. Podeszła do swojej, ach!, tak, jakże dobrze znanej wnęki, wyjęła z torby kartkę z długopisem i podkładkę, usiadła na podłodze i zaczęła rysować. Wnet pojawiły się dywan w zebrę, biblioteczka, mała sofka, parę muzycznych kulek i, nie wiadomo skąd, zapach lawendy. Następnie na parapecie przy oknie, szybko startego z kurzu, ustawiły się kolejno zielone butelki z tulipanami. Olciak dodała jeszcze zasłony w pastelowych kolorach i uśmiechnęła się z satysfakcją. Na chwilę jeszcze się zamyśliła i w końcu na parapeciku pojawiło się zdjęcie jej miłości.
Poszła do kuchni.
Zerknęła szybko na drobną warstewkę kurzu, wyjęła z torebki szmatki i detergenty i zaczęła czyścić. W międzyczasie narysowała parę owoców w koszu stojącym na stole. Te pojawiły się, najpierw lekko zamazane, w końcu totalnie prawdziwe.
Wyjęła jeszcze z torebki parę herbat, ziół i kawy z całego świata, oraz ulubione płatki śniadaniowe i suszone banany.
Potem wzięła płyn do mycia szyb, który znalazła w szafce pod zlewem, chwyciła parę starych gazet i zabrała się za sprzątanie. W sumie nie była porządnicka, ale... Czemu miałoby być brudno?
Z lasu z wędką zarzuconą na bark wyszedł Droops. Kroczył ciężko w stronę chatki, podśpiewując pod nosem jakąś ludową pieśń. Ubrany był w skórzaną kamizelkę, czarne, stare, postrzępione spodnie i niebieski kapelusz, spod którego wystawały lekko jego kasztanowe włosy. Otwierając drzwi do chatki zaprzestał śpiewania, by nie zdenerwować obecnych już mieszkańców. Poszedł na górę, gdzie otwierając drzwi do swojego pokoju zobaczył już umeblowane według jego własnego upodobania pomieszczenie. *To jest właśnie moc chatki.* - pomyślał, po czym zostawił w kącie wędkę, zeszedł na dół i usiadł przy jego ulubionym krzesełku przy oknie, podziwiając okolice chatki.
Tymczasem Narkus obudził się ze swoje drzemki i słysząc odgłosy z kuchni postanowił sprawdzić kto przyszedł. Wszedł i zobaczył Olciaka ze ściereczką w dłoni. Zbliżył się bez słowa i przywitał ją mocnym uściskiem i pocałunkiem w policzek. A następnie ustawił na blacie imbryczek do którego włożył kilka liści suszonej mięty oraz umieścił na piecu naczynie z wodą do przegotowanie.
Póki woda nie zawrzała wrócił do głównej izby i odwiesił na ścianę swoje dwa wierne topory a obok nich rodowe piwafwi a na stojak poniżej odłożył koszulkę kolczą wykonaną z mithrilu.
Wrócił do kuchni i zalał mięte wrzątkiem. Zapach parzonego napoju zwabił na dół drugiego gościa który również przywitany został uściskiem. Po chwili cała trójka siedziała przy wielkim owalnym stole popijając miętę, rozmawiając i czekając na innych.
Olciak wyjęła jeszcze z szafki parę ciastek zbożowych z miodem. Uwielbiała je. Pochrupując jedno ziewnęła głęboko i przeciągnęła się, a z jej palców trysnęły różowe iskierki. Uśmiechnęła się. Może macie ochotę na coś ciepłego? barszcz z uszkami, leczo, pierożki, tosty?, spytała towarzyszy. Sama wyjęła garnek i nalała wody. Po chwili wrzuciła pierogi, pokroiła cebulkę i wkrótce stał przed nią talerz pierogów ruskich z cebulką. Uśmiechnęła się, wyjęła sobie widelec z szufladki i zabrała się do jedzenia.
Nagle zza drzwi dobiegło głośne niuch, niuch. Po chwili rozległo się ciche pukanie, a następnie do Chatki wszedł Cerbin. Widać było, iż ostatnio nie zawracał sobie głowy strzyżeniem, gdyż gęsta czupryna sterczała na wszystkie strony. Ubrany w ciemnozielone i brązowe szaty, w ręku ściskał kostur a na plecach miał imponujących rozmiarów plecak. Donośne krakanie świadczyło zaś o tym, iż Nevermore również czai się gdzieś w pobliżu.
Gdy Cerbin przekroczył próg Chatki, na jego twarzy zakwitł szeroki uśmiech. Witajcie. Dobrze Was znów widzieć, dobrze wrócić do domu... powiedział, po czym zdjął z ramion plecak i uściskał każdego z obecnych. Następnie, rozejrzawszy się, wybrał dla siebie pusty pokój w końcu korytarza, z widokiem na las, po czym zamknął drzwi i zniknął w nim na chwilkę. Błysnęło zielone światło, a po chwili drzwi otworzyły się i chłopak przybił do nich małą tabliczkę z napisem "Cerbin". Następnie wrócił do reszty, i jedynie ledwie słyszalne burczenie oraz delikatne węszenie świadczyły o tym, jak jest głodny. Zostało może trochę pierogów? spytał z lekkim rumieńcem na twarzy. Pachną po prostu niesamowicie pysznie dodał, roześmiawszy się z zakłopotaniem.
Olciak uśmiechnęła się i szybko zagotowała następną partię pierożków, po czym nałożyła ich Cerbinowi. Okrasiła cebulką, po czym poszła się wykąpać i spać.
No, miło było, ale się skończyło
Zażartował Droops, po czym wyruszył w stronę łazienki. Wyszedł z ręcznikiem zawiązanym wokół pasa. Stał tak chwilę, oglądając wokół chatkę, po czym poszedł do kuchni. Wyszedł z niej z miską chrupków serowych, z którą udał się na swoje krzesło przy oknie. Patrząc za okno, powoli zajadał chrupki.
Noc już dawno nastała i wszyscy spali, gdy do Chatki przybył Sipuss. Cicho wszedł, chrupnął sobie jedno z miodowych ciastek zbożowych i w rogu ułożył się do snu. Jego miniaturowy smok, Ognistooki, położył się obok niego i cicho mruczał.
Gdy wszyscy mieszkańcy już smacznie chrapali, Narkus wyszedł na zewnątrz. Stanął na ganku i przez chwilę wpatrywał się w las. Po paru minutach wrócił do Chatki, zgasił wszystkie lampy, usiadł w swym fotelu i zasnął mrucząc pod nosem radosną piosenkę.
Dzień dobry wszystkim! krzyknął Karolek z podwórka. Pare sekund później był już w środku wraz z torbą. Ubrany w spodnie z dziwnego materiału oraz koszulę z krótkim rękawem wyglądał dość naturalnie. Był skrytobójcą z dwoma małymi, ale śmiertelnie ostrymi sztyletami oraz miał także nową... właściwość? Doskonale radził sobie z kontrolą czasu - mógł go zatrzymać, spowolnić, przyspieszyć, a nawet cofnąć w niewielkim stopniu.
I właśnie teraz gdy stwierdził, że nie zrobił odpowiedniego wrażenia wchodząc do środka skorzystał ze swoich umiejętności i cofnął czas.
Dobry wieczór wszystkim! krzyknął Karolek z podwórka. Wszyscy chyba spali. No cóż, też się położę powiedział i poszedł do swojego dawnego pokoju. Wszystko było jak dawniej, nawet się nie zakurzyło. Odłożył torbę, przebrał się i zasnął w swoim kochanym łóżku.
Słońce już dawno wzniosło się nad drzewa gdy Narkus jako pierwszy w Chatce otworzył oczy. Bezszelestnie, by nie zbudzić innych, przeszedł do kuchni. Postawił na piecu kawał blachy i zabrał się za przygotowywanie ciasta na naleśniki. Po chwili stał już i piekł kolejne placki których aromat powoli roznosił się po wszystkich pokojach i budził śpiących. Po jakimś czasie drow siedział przy stole z misą pełną różnego rodzaju naleśników, imbryczkiem mięty i dzbankiem schłodzonego mleka. Siedział z uśmiechem czekając aż reszta zejdzie na śniadanie.
- O tak, mój nos nawet we śnie wyniucha coś dobrego - powiedzial Sipuss, zbliżając się stołu zastawionego pysznościami. Usiadł obok drowa i zaczął wcinać śniadanie. Gdy już skończył, uprzejmie podziękował i wyszedł położyć się na pięknie zielony trawnik przed Chatką.
Karolek obudził się i zauważył, że magiczna moc Chatki poukładała wszystkie rzeczy z torby na półkach i w szafkach, a samą torbę też gdzieś schowała.
Fajnie stwierdził. Przebrał się i zszedł zjeść pyszne śniadanko. Po wszystkim podziękował i poszedł się myć.
O maaaaaaaaaaaaaatko!, Olciak ziewnęła i przeciągnęła się mocno, aż chrupnęło kilka stawów. Z uśmiechem zadowolenia poszła do kuchni w swojej ulubionej piżamie w moro jaszczurki. Zawsze budziła się o późnej porze. Jedną ręką chwyciła mleko, drugą zaś wzięła paczkę płatków, po czym sporządziła śniadanie. Westchnęła i skonsumowała posiłek. Następnie wstała i, podskakując, poszła do swojej sypialni, skąd wzięła czyste ubrania. Następnie udała się do łazienki i wyszła stamtąd już ubrana, z mokrymi włosami i szczoteczką do zębów w ustach, próbując zapiąć na szyi swoją ukochaną kostkę. Po chwili siedziała już na swoim ukochanym fotelu i grała na gitarze, nucąc cicho. Zauważywszy nowe osoby uśmiechnęła się lekko. Związała z tyłu włosy i znów wróciła do grania, jednocześnie śpiewając sobie jakąś balladę.