Eldred napisał(a):Bynajmniej nie tak to miało brzmieć
. Chodziło mi o to, że nawet gdy stosuje te tabletki antykoncepcyjne powinna "poprosić" (
) faceta, żeby założył tą cholerną magiczną gumkę (bądź nałożyć mu, bo tak to jest, że większość facetów się nie przyznaje, ale tak naprawdę nie każdy potrafi xD), ot na zaś.
Poza tym (chyba) pierwszy raz w większym stopniu się muszę się z tobą zgodzić
.
No to wybacz, jestem niewyspana (ekhem, poprawnie: "nie spałam"), w związku z czym mam zaburzone wszelkie czynności życiowe i jestem drażliwa xD (a poza tym jestem drażliwa na wszelkie seksistowskie wydźwięki

).
A tak offem: czy któryś z panów wie, i może mi wyjaśnić (jak któraś pani wie, to też może...), dlaczego zawsze to dziewczyny uczą się zakładania prezerwatyw? B)
For a very first time! Trzeba odnotować w klaendarzu o.O.
Adalia napisał(a):A tak offem: czy któryś z panów wie, i może mi wyjaśnić (jak któraś pani wie, to też może...), dlaczego zawsze to dziewczyny uczą się zakładania prezerwatyw? B)
Bo jesteśmy leniwi i uważamy, że skoro to my je kupiliśmy i nosiliśmy w portfelu x czasu to zakładanie nie należy już do naszych obowiązków XD.
Adalia napisał(a):Mówię to jak najbardziej szczerze i nie ma w tym ironii - życzę Ci, żebyś w przyszłości był świadomym swoich poczynań ojcem i żebyś nigdy nie znalazł się w sytuacji, kiedy zmusisz swoją partnerkę do aborcji...
Dokładnie taki mam zamiar.
Nigdy nie będę nikogo do aborcji zmuszał. Nie będę też do niej zachęcał ale gdyby moja partnerka stwierdziła że jest w ciąży którą chce usunąć i jest tego pewna oraz poważnie to przemyślała a ja nie byłbym w stanie tego dziecka wziąć tylko na siebie, nie zabroniłbym jej tego a zrobił wszystko by znaleźć lepsze wyjście a w przypadku braku takiego wesprzeć ją przy zabiegu by nie była z tym sama. Bo łatwe to nie jest.
Jakiś czas temu dowiedziałem się że między mną a siostrą matka była w innej ciąży. Była na studiach, daleko od domu bo aż w St. Petersburgu. Urodziła mnie i nie dawała sobie rady w akademiku ze mną więc końca jej studiów mieszkałem u dziadków. Gdy zaszła drugi raz w ciąże nie wyobrażała sobie jeszcze jednego dziecka. Usunęła je i poważnie to przeżyła. Ojca zgarnęło wtedy wojsko więc nic nie wiedział póki nie było po fakcie. Trochę żal ale wiem że gdyby nie to prawdopodobnie nie skończyła by studiów a nasza sytuacja teraz była by nieporównywalnie cięższa. Mógłbym zapomnieć o studiach i swoich planach na przyszłość. Nie uważam że zrobiła dobrze albo źle. To był jej wybór do którego miała prawo. A ja wiem że lepszej mamy nie mogę sobie wyobrazić.
Eldred napisał(a):Bo jesteśmy leniwi i uważamy, że skoro to my je kupiliśmy i nosiliśmy w portfelu x czasu to zakładanie nie należy już do naszych obowiązków XD.
Pragnę zauważyć, że ja też noszę... *roll gdzieś w sufit* W plecaku, ale noszę (tak samo zresztą jak plastry i scyzoryk... Nigdy nie wiesz, co się przyda

).
NRQ napisał(a):Dokładnie taki mam zamiar.
Nigdy nie będę nikogo do aborcji zmuszał. Nie będę też do niej zachęcał ale gdyby moja partnerka stwierdziła że jest w ciąży którą chce usunąć i jest tego pewna oraz poważnie to przemyślała a ja nie byłbym w stanie tego dziecka wziąć tylko na siebie, nie zabroniłbym jej tego a zrobił wszystko by znaleźć lepsze wyjście a w przypadku braku takiego wesprzeć ją przy zabiegu by nie była z tym sama. Bo łatwe to nie jest.
Jakiś czas temu dowiedziałem się że między mną a siostrą matka była w innej ciąży. Była na studiach, daleko od domu bo aż w St. Petersburgu. Urodziła mnie i nie dawała sobie rady w akademiku ze mną więc końca jej studiów mieszkałem u dziadków. Gdy zaszła drugi raz w ciąże nie wyobrażała sobie jeszcze jednego dziecka. Usunęła je i poważnie to przeżyła. Ojca zgarnęło wtedy wojsko więc nic nie wiedział póki nie było po fakcie. Trochę żal ale wiem że gdyby nie to prawdopodobnie nie skończyła by studiów a nasza sytuacja teraz była by nieporównywalnie cięższa. Mógłbym zapomnieć o studiach i swoich planach na przyszłość. Nie uważam że zrobiła dobrze albo źle. To był jej wybór do którego miała prawo. A ja wiem że lepszej mamy nie mogę sobie wyobrazić.
Nie wiem, może to ja jestem jakaś nienormalna, albo coś, ale...
Jak można przedstawiać swoje dobro nad dobro tego dziecka? Nie chcę nikogo potępiać, więc wybacz, bo pewnie tak to brzmi.
Ja po prostu nie rozumiem, jak można usuwać ciążę z myślą o tym, że dzięki temu status materialny się nie pogorszy. Może to po prostu wina tego, że jestem "smarkata", mam iPoda, a rodzice zapewniają mi mieszkanie i dom i kabinę prysznicową za 6 tys. zł. Ale z drugiej strony - moim rodzicom też nie było łatwo "na początku"...
/Chyba ostro zbaczam z tematu./
Adalia napisał(a):Pragnę zauważyć, że ja też noszę... *roll gdzieś w sufit* W plecaku, ale noszę (tak samo zresztą jak plastry i scyzoryk... Nigdy nie wiesz, co się przyda
).
Yyyyyy, to nie należy do zakresu twoich obowiązków jako kobiety, więc się nie liczy xP. (Ja w portfelu nosze jeszcze wszystkie 4 asy z talii od kart, kartę spider-man'a z jakiś tanich chipsów i legitymacje...nigdy nie wiesz co się przyda...pieniądze ? jakie pieniądze ? XD.)
Adalia napisał(a):Jak można przedstawiać swoje dobro nad dobro tego dziecka? Nie chcę nikogo potępiać, więc wybacz, bo pewnie tak to brzmi.
Ja po prostu nie rozumiem, jak można usuwać ciążę z myślą o tym, że dzięki temu status materialny się nie pogorszy.
To teraz wyobraź sobie że jesteś tak daleko od domu a kontakt z rodziną masz tylko przez listy które idą tydzień. Twój mąż siedzi w wojsku (przez co widujecie się bardzo rzadko) a rodzice wychowują już twojego syna. Dowiadujesz się że jesteś w ciąży i masz możliwość usunięcia jej. Czasy były inne, ustrój był inny i realia były inne.
Była odpowiedzialna nie tylko za siebie ale też za mnie oraz swoich rodziców którym jeden dzieciak na głowie to już dużo. W dodatku pojawia się strach o reakcje rodziny (nie koniecznie uzasadniony) itp. Zdaje sobie sprawę że jest to wybór kontrowersyjny i siedząc z boku łatwo przypiąć mu plakietkę ale wyobrażam sobie że będąc w takie sytuacji sprawa robi się dużo bardziej zagmatwana i mniej czarno-biała i że nie do tych siedzących z boku powinien należeć wybór. Bo nie oni ponoszą jego konsekwencje.
NRQ napisał(a):To teraz wyobraź sobie że jesteś tak daleko od domu a kontakt z rodziną masz tylko przez listy które idą tydzień. Twój mąż siedzi w wojsku (przez co widujecie się bardzo rzadko) a rodzice wychowują już twojego syna. Dowiadujesz się że jesteś w ciąży i masz możliwość usunięcia jej. Czasy były inne, ustrój był inny i realia były inne.
Była odpowiedzialna nie tylko za siebie ale też za mnie oraz swoich rodziców którym jeden dzieciak na głowie to już dużo. W dodatku pojawia się strach o reakcje rodziny (nie koniecznie uzasadniony) itp. Zdaje sobie sprawę że jest to wybór kontrowersyjny i siedząc z boku łatwo przypiąć mu plakietkę ale wyobrażam sobie że będąc w takie sytuacji sprawa robi się dużo bardziej zagmatwana i mniej czarno-biała i że nie do tych siedzących z boku powinien należeć wybór. Bo nie oni ponoszą jego konsekwencje.
Jak już mówiłam - każdy przypadek jest inny. Ale wiesz, ten też daje przykład, że aborcja wcale nie musi być jedym rozwiązaniem. Sam napisałeś, że Twoja mama to przeżyła i myślę, że większość kobiet, gdyby ich "nie przymusiła sytuacja", nie zdecydowałyby się na to. I w takim wypadku, jak opisałeś, nie powinno się w ogóle nawet mówić "a może usunąć to dziecko?", tylko powinno się takiej kobiecie automatcznie zapewnić wsparcie - i nie mówię o rodzinie, czy innych bliskich, ale to państwo powinno wspomagać takie matki.
Ale takie rzeczy to utopia. Ewentualnie Holandia

(Holandia ma niski odsetek aborcji, mimo, że nie jest tam ona zakazana, bo świetnie edukują młodzież, dbają o antykoncepcję [w sensie państwo dba o to, żeby każdy znał różne metody antykoncepcji i miał do nich dostęp], a gdy ciąża stawia matkę "w sytuacji utrudniającej życie" zapewniają szeroki zakres pomocy, dzięki czemu nie musi się ona decydować na aborcję. Poza tym - zapewniają też świetne wsparcie rodzicom dzieci, które urodziły się w jakikolwiek sposób niepełnosprawne - TAK to powinno wyglądać.)
I gdyby spojrzeć kilkadziesiąt postów w górę coś bardzo podobnego pisałem. Masz absolutną racje w kwestii tego że polskie państwo nie robi niczego poza próbami zakazania aborcji.
Uważam że droga do zapobieganiu jej to nie zakazy a próby pokazania lepszej alternatywy. Zachęćmy matki do rodzenia a facetów do ojcostwa zamiast ich zmuszać. Niech mają wybór. Nie zakazujmy aborcji a zróbmy wszystko by jak najmniej ludzi się na nią decydowało.
I nie sądzę by wprowadzenie zakazu póki nie ma takiej pomocy było dobrym wyjściem. Po prostu politycy uznają że sprawa jest załatwiona i palcem nie kiwną by wesprzeć matki.
NRQ napisał(a):I gdyby spojrzeć kilkadziesiąt postów w górę coś bardzo podobnego pisałem. Masz absolutną racje w kwestii tego że polskie państwo nie robi niczego poza próbami zakazania aborcji.
Uważam że droga do zapobieganiu jej to nie zakazy a próby pokazania lepszej alternatywy. Zachęćmy matki do rodzenia a facetów do ojcostwa zamiast ich zmuszać. Niech mają wybór. Nie zakazujmy aborcji a zróbmy wszystko by jak najmniej ludzi się na nią decydowało.
I nie sądzę by wprowadzenie zakazu póki nie ma takiej pomocy było dobrym wyjściem. Po prostu politycy uznają że sprawa jest załatwiona i palcem nie kiwną by wesprzeć matki.
Rozbieżność w naszym rozumowaniu polega na tym, że ja byłabym za "połowicznym" zakazem aborcji (takim, jaki jest obecnie w Polsce) I poprawą bytu rodziców i ich nowonarodzonych dzieci.
Uważam że obecny stan zakazu jest rozsądnym kompromisem między zwolennikami i przeciwnikami aborcji. Nie zamierzam z nim walczyć i udowadniać że moja racja 'jest bardziej niż inna' choć osobiście wolałbym całkowity brak zakazu. Jestem natomiast bardzo przeciwny zaostrzaniu obecnych przepisów.
PS: Może to zabrzmi dziwnie ale IMO fajna dyskusja nam wyszła. Misiu, miło zaskoczyłaś mnie rozwagą i spokojem

NRQ napisał(a):PS: Może to zabrzmi dziwnie ale IMO fajna dyskusja nam wyszła. Misiu, miło zaskoczyłaś mnie rozwagą i spokojem 
*Strzela fochem (z przytupem!)*
Can you feel it? Things are changing. Can you see it? Watch as the world's colliding...
Byś się tak nie wyspał, tak jak ja, to też byś był wyjątkowo spokojnym człowiekiem z wyjątkowo zrównoważonymi poglądami na różne tematy

.
/Dobra, już nie offuję/
DOWN: Dobra, źle się wyraziłam. Jestem "niedospana", przez co apatyczna

. Jak jestem "niewyspana", to też tak mam. Teraz już wiesz, jak to jest mieć PMS

(TOTALNIE te same objawy

)
Ja jak jestem nie wyspany mam do wszystkich o wszystko pretensje i naprawdę staje się mało wyrozumiały dla cudzych racji i zachowań

Cytat:Brutalność zwykle jest objawem głupoty...
Jeśli to odnosiło się do tego, że wcześniej napisałem "I kolejna brutalna opinia", to było to nawiązanie do wypowiedzi Eldreda ("Odpowiem prosto i brutalnie") oraz Soul Rescuera ("Ja też będę brutalny.").
Jeśli do ogółu mojej opinii - nie nazwałbym jej brutalną, a raczej lekceważącą. Nie jestem w stanie przejąć się losem płodu, przykro mi.
Hm.
A ja powiem, że ostatnie parę postów ma związek z aborcją taki sam jak ten post.