Fuck, tak to jest, jak się myśli o jednym, pisze o drugim i nie sprawdza, co z tego wychodzi =_=.
Miało być "od strony ulicy" nie "kultury"...
Ja tej zasady akurat nie lubię i dlatego nie wymagam jej przestrzegania. Dlaczego? Jednym z moich dziwactw jest to, że nienawidzę, kiedy osoba, z którą idę, maszeruje po mojej prawej stronie. Więc, niezależnie od tego, z której strony jest ulica, zawsze obowiązuje reguła 'mój wpółidący idzie przy moim lewym boku'

Są różne dziwactwa

Ja dodam, że kiedyś moja koleżanka strasznie się na mnie wkurzała, jak przepuszczałem ją pierwszą przez drzwi... 0_o
A ja myślisz, że co robię? Zawsze się staram dobiec i pierwsza otworzyć, żeby uniknąć tego szarmanckiego gestu Cerbina, który uparcie otwiera przede mną drzwi i puszcza przodem. Podobnie nienawidzę pomocy w ubieraniu kurtki/płaszcza. I najchętniej nie pozwalałbym za siebie płacić. Nigdzie.
I to nie są zagrywki feministyczne, po prostu tego nie lubię.
! To nie jest szarmancki gest! Po prostu...no, dla mnie tak się robi, i tyle...Uprzejmość zwykła.
Z przekąsem to było, Luby, z przekąsem

Mi to tak wsio jedno... Ale płacić zawsze za siebie. Chyba że chodzi o lody itp.

IMO całowanie dłoni jest krępujące.
Białe skarpetki? To jest jakaś zasada, że się nie nosi białych skarpet do garnituru? Albo że obrzydzają?
Nie rozumiem. :<
Cytat:Więc, niezależnie od tego, z której strony jest ulica, zawsze obowiązuje reguła 'mój wpółidący idzie przy moim lewym boku' 
Mam to samo!

Co do białych skarpetek - bo to brzydko wygląda.
Co do chodzenia od strony ulicy - to jest akurat zasada pochodząca jeszcze z czasów obowiązywania ethosu rycerskiego xD. Natomiast ludzie idący obok mnie słyszą zwykle "rąąąąsia!" (tzn. że źle ich słyszę, bo mam słuchawkę w tym uchu, z której strony oni idą i mają przejść na drugą xD).
Co do drzwi, to często zdarza się, że jestem dwa kroki przed osobą, z którą idę (rzekomo za szybko chodzę. Tak naprawdę, to oni chodzą za wolno), więc to ja otwieram drzwi... I to ja przechodzę przez nie pierwsza XD (taka dominująca natura nooo...) Ale kiedy niosąc kubek z ciepłą czekoladą w jednej ręce, a portfel i bułkę w drugiej i szlag mnie trafia, bo muszę z tym dotrzeć do baraków, czyli otworzyć ciężkie, metalowe drzwi, to całkiem przyjemnym jest zostać przepuszczoną przez kolegę

.
Pomagać przy zakładaniu ubrań mi nie wolno, bo się dostaje po łapkach (to bardziej uciążliwe, niż pomocne), płacić... zależy, ale wyjątkowo rzadko.
Ja znowu nie lubię jak ktoś w trakcie rozmowy ze mną słucha muzyki na jedno ucho. Po pierwsze to znaczy, że słucha czegoś beznadziejnego, albo ma słuchawki mono, a po drugie jakieś wkurzające to jest.
dla mnie to oznacza brak szacunku do mnie :< a drzwi. uwielbiam jak mnie ktoś przepuszcza.
chyba, że jest to Szop, który ostatnio zabawil sie tak: wchodzimy do restauracji, odsuwa mi krzeselko, wychodzimy podaje mi puaszcz. otwiera mi drzwi jka przechodze on je puszcza i Danusia "jep!" a Szop sie haha
Hm, owszem, może być to uznawane za brak szacunku, ale znajomi są przyzwyczajeni i jakoś nigdy nie narzekali. Szczególnie, że jeśli idą od strony rąsi i nie dzieje się to akurat na korytarzu szkolnym, to nie powtarzam co chwilę "cooo?" bo słyszę.
Ale co ma fakt, że słucham muzyki na jednej słuchawce do tego czy jest ona dobra, czy nie, to nie wiem =_=.
Jak muzyka jest dobra to trzeba słuchać z obu słuchawek żeby móc się delektować wszystkimi dźwiękami oferowanymi przez stereo. No taki żarcik.
