Pytanie natury etycznej. Jaki według Was powinien być czyn moralny. Użyteczny życiowo, czy zgodny z pewną ideą jakiegoś postępowania? Liczy się intencja czy bilans szkodliwości i korzyści (nawet w odniesieniu do szczęścia - niekoniecznie materialnych korzyści)
Dlaczego?

Trudny orzech do zgryzienia. IMO czyn moralny sam w sobie powinien być zgodny z jakąś ideą postępowania, dlatego nie powinno się go rozpatrywać względem użyteczności (aczkolwiek jedno nie wyklucza drugiego

). Z drugiej jednak strony trzymanie się sztywnych zasad nie zawsze przynosi dobre skutki, ba, potrafi sporo problemów stworzyć.
Opowiedziałbym się za życiową użytecznością, ale tylko w sytuacjach, gdy wszelkie działania będą miały jak najmniejszą szkodę - w odniesieniu do wszystkiego, czego sprawa dotyczy. Ale jak wiadomo wszystko sprowadza się już wtedy do subiektywnej oceny i zależy od sytuacji w jakiej się znajdujemy.
Wszystko można zawsze sprowadzić do maksymalnego utylitaryzmu - łącznie z odpowiedzią na to pytanie - swój pogląd na czyn moralny możemy wybrać w zależności od bilansu korzyści i strat.
/ ziew, spać. Definitywnie. Jutro się zacznę zastanawiać, co wypisałem i czy ma to jakiś sens.

Ciężka sprawa.
Jeśli napiszę, że jestem za idealizmem będzie do oznaczało, że mam jakąś swoja filozofię życiową... a takiej nie mam. Nie lubię dorabiać do codziennych, zwykłych czynów jakiejś specjalnej motywacji. Kiedy człowiek za dużo się zastanawia, zamiast żyć, wszystko wydaje się po stokroć trudniejsze niż jest w rzeczywistości.
Mi chyba wyjątkowo trudno jest rozdzielić kwestię utylitaryzmu i idealizmu, bo moje marzenia są wyjątkowo codzienne i mało odrealnione. Ot, dom, mąż, praca, dzieci. Na pozór nic niedostępnego. Jestem jakoś tak 'in between' i dobrze mi z tym.
Abstrahując jednak od mojego przypadku... Utylitaryzm w znaczeniu rezygnacji z marzeń i skupieniu się na tym, co realne i łatwiej dostępne - nie. Ja jestem za utylitaryzmem rozumianym jak w pozytywizmie (zawsze twierdziłam, że dobrze bym się odnalazła w tej epoce

). Kiedy czuję, że jestem komuś potrzebna (nawet w sposób czysto egoistyczny) wiem, że to, co robię ma sens. Odkąd poszłam do gimnazjum (że o czasach licealnych nie wspomnę) przez mój dom przewinęły się dziesiątki Czy-Możesz-Mi-Pomóc Osób. Teraz intensywność wizyt spadła, gdyż w mojej ukochanej pipidówie jestem tylko gościem, ale ciągle w weekendy zjawiają się jakieś zagubione dusze. Pomijam już kwestię oczywistego wykorzystywania - wtedy potrafię powiedzieć "nie" i jestem dość nieprzyjemna. Zwykle jednak pomaganie innym sprawia mi wyjątkową przyjemność.
@ pociechota: Mhm czyli utylitaryzm w sensie zajmowania się sprawami jedynie użytecznymi, dążącymi do poprawy życia swojego i innych (i nie rozumianego tylko w sensie materialnym), stronienie od jałowych dyskusji, opieranie się na faktach? Jeśli tak to... co w sytuacji gdy pomoc jakiejś osobie wymaga rozwiązanie problemu czysto idealnego, formalnego i nie mającego odbicia w życiu realnym?
@rivo: rozpatrywanie czynu zgodnego z ideą pod względem utylitarnym daje sprzeczność dopiero w kwestii intencja - efekt.... co jeśli intencja jest jak najbardziej zgodna z ideą a wyszło inaczej? Poza tym...[/quote]
Cytat:w sytuacjach, gdy wszelkie działania będą miały jak najmniejszą szkodę - w odniesieniu do wszystkiego, czego sprawa dotyczy.
Powiedzmy "rób to, co chciałbyś by stało się powszechnym prawem"
a co jeśli warunki środowiska w odniesieniu do czynu będą wymagały postępowania niezgodnego z Twoja wewnętrzną ideą? w odniesieniu wszystkiego czego sprawa dotyczy nie będzie się z nią zgadzało?
Thorvald napisał(a):@ pociechota: Mhm czyli utylitaryzm w sensie zajmowania się sprawami jedynie użytecznymi, dążącymi do poprawy życia swojego i innych (i nie rozumianego tylko w sensie materialnym), stronienie od jałowych dyskusji, opieranie się na faktach? Jeśli tak to... co w sytuacji gdy pomoc jakiejś osobie wymaga rozwiązanie problemu czysto idealnego, formalnego i nie mającego odbicia w życiu realnym?
Hej hej, ja jestem za byciem pozytywistycznie "społecznie użytecznym", ale nie definiuję, jakie działania są wskazane / dozwolone, a jakie stanowią wykroczenie przeciwko takiej filozofii. Poza tym... piszesz o poprawie życia swojego i innych, zaznaczasz, że nie jedynie w sferze materialnej... Wydaje mi się, że właśnie ta niematerialna, to rozwiązywanie problemów czysto idealnych i formalnych (chociaż ja użyłabym innego określenia, na przykład problemy duchowe czy coś ten klimat). A nawet jeśli nie- czy można mieć w ogóle problemy czysto idealne i formalne, nie mające odbicia w życiu realnym? Co to oznacza? Że ktoś ma problemy w świecie marzeń?
Zależy jakie założenia i kryteria przyjąć

Jeśli świadome źródło problemów upatrujemy w świecie zewnętrznym, co na przykład z nieuzasadnionymi lękami, fobiami? Dla jednostki nią dotkniętej są nieświadome, nie wie ona skąd się biorą, istnieją w jej umyśle często bez uzasadnienia w świecie realnym...
Poza tym wiem, że nie definiujesz tylko podajesz ogólną zasadę, ja zaś proszę o uściślenie

A ja już wiem, co Cię wzięło z tym realne / nierealne, rzeczywiste / nierzeczywiste, namacalne / nienamacalne, praktyczne / niepraktyczne (długo tak jeszcze mogę, bo ciągle nie wiem, czy używam odpowiednich epitetów).
Ot, skupiłeś się na przymiotniku "pozytywistyczny" z tą całą niechęcią do metafizyki i sympatią do badań naukowym, a nie na samym utylitaryzmie. A ja pozytywizm wprowadziłam tylko po to, by odróżnić dwa znaczenia utylitaryzmu: jedno, będące właśnie antonimem idealizmu i drugie, czyli moją ukochaną społeczną użyteczność
Cóż, podobno łakniecie dyskusji...
Co do fobii, jedni boją się ruchomych schodów, inni pasikoników. Życie

czyli taki złoty środek rozumiem już o co chodzi
Po prostu się nie zrozumieliśmy do końca no ale jest już jasność i zrozumienie

Jeśli chodzi o konfrontacje intencja/użyteczność to zdecydowanie stawiam na to pierwsze. Zdecydowanie wolę akcje podejmowane z zasady, dla idei niż działania podyktowane zwykłym pragmatyzmem i logiczną kalkulacją.
Chyba jedyny aspekt w którym kieruje się użytecznością to kwestia używania przeze mnie rzeczy materialnych. Nie lubię marnotrawstwa i dlatego zwykle gdy mam możliwość staram się zrobić pewne rzeczy jak najmniejszym kosztem, zapisać kartkę z obu stron, wypełnić SMSa jak największą ilością znaków itp.